Google Ads nie naprawi złej strony internetowej
Home / UX / Google Ads nie naprawi złej strony internetowej

Google Ads nie naprawi złej strony internetowej

Wprowadzenie

Ustawiłeś kampanię Google Ads. Przepaliłeś 5000 zł. Przyszło kilka leadów i cisza.
Chcesz wiedzieć, gdzie jest problem? Nie w kampanii.
Zabiłeś komunikację z klientem, zanim reklama zdążyła zadziałać, bo utrudniłeś mu wypełnienie formularza kontaktowego. Za to spam na pewno nie przyjdzie.

Ruch, to nie to samo co klienci

Wyobraź sobie, że lejesz wodę do dziurawego wiadra. Możesz lać coraz więcej wody, ustawić większy kran lub kupić droższy wąż. Ale jak wiadro ma dziury, to i tak nic w nim nie zostanie.

Twoja strona to wiadro. Google Ads to kran.

Im więcej płacisz za kliknięcie, tym drożej kosztuje każda dziura w stronie. Nie dlatego, że reklama jest zła, tylko dlatego, że ruch, za który zapłaciłeś, ucieka, zanim zdąży się zamienić w telefon czy wiadomość.

Najczęstsze dziury w stronach lokalnych firm

Nie trzeba być programistą, żeby je zauważyć. Wystarczy spojrzeć na własną stronę oczami klienta, który ma 20 sekund i telefon w ręce.

Techniczne:

  • Strona ładuje się wolno na komórce. Większość ruchu z reklam to telefony (mobile), więc jak strona długo się ładuje, klient po prostu wraca do wyszukiwarki albo co gorsze ucieka do konkurencji. Google mierzy to zresztą pod nazwą Core Web Vitals. Nie musisz znać tej nazwy, wystarczy wiedzieć, że wolna strona to tracone pieniądze.
  • Formularz kontaktowy jest trudny albo nikt go nie sprawdził na telefonie. Za dużo pól, mały przycisk, błąd, który nikomu nie wyskakuje. Albo system antyspamowy każący przejść ci przez 7 zadań o sygnalizacji świetlnej. Brzmi znajomo? 
  • Wszystko ląduje na stronie głównej. Reklamujesz konkretną usługę, a klient trafia na ogólne „o nas” i musi sam szukać, o co chodziło w reklamie. Tutaj musi być konkretny i czysty CTA – Call To Action!
  • Strona nie jest dostosowana pod kątem dostępności (WCAG): duży kontrast tekstu, czytelne przyciski, obsługa bez myszki. To nie jest fanaberia. ostatnie badania pokazują, że to też wpływa na to, jak Google ocenia stronę i ilu klientów w ogóle jest w stanie z niej skorzystać. No i żyjemy w czasach, w których naprawdę powinniśmy sobie pomagać.
  • Brak danych strukturalnych (schema), czyli informacji „dla Google”, niewidocznych dla klienta, ale bez których strona jest dla wyszukiwarki i AI mniej czytelna. Pisałem o tym szerzej tutaj.
 

Zaufanie:

  • Zero opinii albo referencji, albo są, ale nikt ich nie pokazuje. Klient, zanim zadzwoni, chce wiedzieć, że ktoś inny już to sprawdził. Nie sprawdzasz opinii? Nie wierzę!
  • Social media prowadzone raz na trzy miesiące albo wcale. To wygląda jak firma-widmo, nawet jeśli świetnie działa offline. 
  • Nie widać, kto stoi za firmą i dlaczego akurat jemu warto zaufać. Zdjęcie, twarz i historia mają dziś znaczenie nie tylko dla klienta, ale i dla tego, jak firmę ocenia Google, a coraz częściej też AI: czy w ogóle ktoś Cię gdziekolwiek cytuje jako źródło.
  • Wizytówka Google Moja Firma (Google Business Profile) brakuje albo jest zaniedbana. Dla lokalnej firmy to często pierwszy kontakt, jeszcze zanim ktoś w ogóle kliknie w stronę.
 

Droga do kontaktu:

  • Za dużo kroków między „widzę reklamę” a „wysyłam zapytanie”. Każdy dodatkowy klik to kolejna szansa, żeby klient się rozmyślił.
  • Brak segmentacji oferty. Pokazujesz to samo każdemu: i osobie, która dopiero się rozgląda, i tej, która już ma gotówkę i szuka wykonawcy na jutro. Efekt: nikt nie czuje, że to jest oferta dla niego.
  • Nikt nie sprawdza, co klienci faktycznie robią na stronie. Bez narzędzia do nagrań sesji (np. Hotjar) nie wiesz, gdzie odbijają się od strony, więc nie wiesz też, co naprawić.

8 kroków szybkiego testu "przepalania"

Zanim wydasz kolejną złotówkę na kliknięcia, sprawdź te rzeczy. Zajmie to jedno popołudnie, a może uratować cały budżet:

  1. Otwórz swoją stronę na telefonie i policz, ile sekund się ładuje. Pratyczniej: wejdź w wyszukiwarkę wpisz core web vitals i sam sprawdź jak dobrze/źle stoisz.

  2. Wypełnij własny formularz kontaktowy od początku do końca. Na telefonie. 

  3. Sprawdź, czy masz gdziekolwiek nagrania sesji użytkowników. Jak się zachowują, co klikają, to pierwsza rzecz żeby poznać ścieżkę.

  4. Zobacz, czy masz jedną jasną ofertę na stronie, na którą kierujesz reklamę, czy klient ląduje na „wszystko po trochu”.

  5. Sprawdź swoje social media: kiedy był ostatni wpis? Czy to wygląda jak żywa firma?

  6. Policz kroki od kliknięcia w reklamę do wysłania zapytania. Jeśli jest ich więcej niż dwa, skracaj.

  7. Sprawdź, czy masz aktualną i uzupełnioną wizytówkę Google Moja Firma. Jeśli nie – wróć do jej budowania, ale nie w formie „dzisiaj wrzucę 30 postów”.

  8. Otwórz stronę bez myszki, samą klawiaturą albo zwiększ kontrast w telefonie. Zobacz, czy dalej da się z niej korzystać. Zobacz, czy tekst nie jest za mały. Pomyśl o osobach, które gorzej widzą.

Zanim wydasz kolejną złotówkę na reklamę...

Reklama może przyprowadzić klienta pod drzwi. Ale to strona decyduje, czy użytkownik wejdzie do środka, czy odwróci się na pięcie i pójdzie do konkurencji.

Sprawdź, czy Twoja strona jest w ogóle gotowa przyjąć ruch, za który płacisz, zanim zwiększysz budżet na kampanię.

Dalej nie wiesz, jak do tego podejść? Odezwij się! Ogarniemy to w mig!

Krótkie FAQ

  • Czyli mam przestać reklamować się w Google Ads?

    Nie, o to w ogóle nie chodzi. Reklama nadal działa i nadal warto z niej korzystać. Chodzi o kolejność: najpierw strona gotowa na przyjęcie ruchu, potem większy budżet na kliknięcia. Wydawanie więcej na reklamę zanim strona jest gotowa to płacenie za ruch, który i tak ucieknie.

  • Skąd mam wiedzieć, czy moja strona ma akurat te problemy?

    Checklista wyżej to dobry punkt startowy, zajmie Ci jedno popołudnie. Jeśli wolisz mieć pewność zamiast zgadywać, można to sprawdzić w ramach krótkiego audytu, konkretnie i bez zgadywania, co warto poprawić najpierw. Odezwij się 🙂

  • Ile czasu zajmuje naprawienie takich rzeczy?

    Zależy od skali, ale większość punktów z listy (formularz, wizytówka Google, jedna jasna oferta na landing page) to kwestia dni, nie miesięcy, i nie wymaga przebudowy całej strony od zera.

Portret Tomasza Dobkowskiego

Tomasz Dobkowski

Digital Marketing Manager & B2B Strategist

Ekspert z doświadczeniem w prowadzeniu działań B2B, który z premedytacją unika bycia kolejnym korporacyjnym "suitem". Po latach w branży udowadnia, że za każdym skutecznym biznesem stoi człowiek. Aktywnie walczy z mitem głoszącym, że "AI zastąpi każdego".

Przeczytaj także o: